Rozdział 11 – cz.1

Standardowy

Upłynęły trzy tygodnie. Przez ten czas w mojej głowie nie zrodziła się żadna nowa wizja. Tak samo było z Adamem. Oboje zaczęliśmy się zastanawiać co się dzieje. Sytuacja niby była w końcu normalna, ale była także niezwykle irytująca. Oboje bardzo chcieliśmy dowiedzieć się o co chodzi, a przez ten zastój nie mogliśmy dowiedzieć się niczego nowego.
- Możesz chodzić? – w moje myśli wdarł się głos lekarza.
- Słucham? – zapytałam zdezorientowana. Wstałam i spróbowałam przejść kawałek. – Tak, wszystko jest w porządku.
- Tak myślałem. – odparł lekarz wyjątkowo znudzony tym co się dzieje. W końcu to nie było dla niego takie nadzwyczajne jak dla mnie. – Noga się już zrosła. Uważaj na nią i wszystko będzie dobrze.
Wzięłam swoje rzeczy i podeszłam do drzwi.
- Czy to wszystko? – spytałam w razie czego odwracając się do rozmówcy.
Lekarz siedział już przy biurku i wypisywał jakieś papiery, jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności w gabinecie. Wydawało się, że nawet nie usłyszał tego, że coś powiedziałam. Odwróciłam się i już miałam wyjść, gdy usłyszałam jak otwiera usta.
- Tak, może pani już iść.
Z cichym westchnieniem wyszłam na korytarz, gdzie czekała na mnie mama.
- I jak noga? -spytała zatroskana. – Co powiedział lekarz?
Streściłam mamie pokrótce co powiedział i mężczyzna, a mama szła obok i słuchała tego co do niej mówiłam. Nie przerwała mi ani razu. Obie byłyśmy już zmęczone co tygodniowymi kontrolami mojej nogi. Byłyśmy zadowolone, że ten rozdział mogłyśmy zamknąć.
Szybko wsiadłyśmy do samochodu i skierowałyśmy się w stronę domu. Gdy mknęłyśmy ulicami zerknęłam na godzinę. Dochodziła siedemnasta. Adam za chwilę miał skończyć pracę.
- Mamo, chcesz mnie podrzucić pod pracę Adama? – spytałam mając nadzieję, że się zgodzi. – Zrobię mu niespodzinakę.
- Jasne. – uśmiechnęła się do mnie, a ja odpowiedziałam jej tym samym. – Nie ma problemu.
Mama podrzuciła mnie pod restaurację, w której pracował Adam i pomachała mi odjeżdżając. Gdy odjechała ruszyłam w stronę jego pracy. Z racji, że lato się już skończyło nie usiadłam jednak na dworze tylko weszłam do środka i usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku. Nie zdążyłam nawet wyciągnąć książki z torby, a przede mną stała już jaśminowa herbata i kilka herbatników.
- Cześć. – odezwał się Adam. – Nie spodziewałem się tu ciebie dzisiaj. Zdjęłaś gips.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko i poczułam jak przyspiesza mi puls. Działo się tak zawsze, gdy był w pobliżu.
- Tak. Wracam właśnie ze szpitala. – odparła. – Wracaj do pracy, bo cię wyrzucą.
- Już idę, skarbie. Niedługo skończę. – chłopak dał mi buziaka w policzek i poszedł pracować dalej.
Gdy pół godziny później Adam wychodzi z zaplecza w swoich normalnych ubraniach razem kierujemy się do wyjścia. W momencie, gdy przekraczamy próg restauracji chłopak bierze mnie na ręce i zaczyna biec w stronę najbliższej ławki. Sadza mnie na niej i spogląda z uwagą na moją twarz.
- Więc jak minął ci dzień beze mnie? – pyta i obserwuje moja twarz.
- Okropnie. – prawie wykrzykuje to słowo. – Strasznie chciałam cię zobaczyć. A tobie?
- Tak samo. – Adam przestaje obserwować moja twarz i skupia uwagę jedynie na moich oczach. – Nie potrafię być daleko od ciebie, wiesz?
Nie ufam w tej chwili swojemu głosowi, dlatego kiwam głowa oznajmiając mu w ten sposób, że wiem co ma na myśli.
- Idziemy na kawę? – pyta Adam po chwili wpatrywania się we mnie.
- Tak. – odpowiadam cicho wciąż nie ufając moim strunom głosowym. Tak własnie działa na mnie ten chłopak, odbiera mi dech w piersiach, gdy jest blisko mnie.
Wstałam z ławki i ramię w ramię, trzymając się za ręce ruszyliśmy wolno w stronę jednej z kawiarni znajdujących się w okolicy. Wybraliśmy pierwszą jaką tylko znaleźliśmy i usiedliśmy w cieniu jednego z parasoli. Co prawda w powietrzu czuć było już jesień, ale zdarzały się dni takie jak te. Dni, w których było tak gorąco, że nie dało się wytrzymać na słońcu.
Spędziliśmy z Adamem przyjemny wieczór rozmawiając o wszystkim i o niczym, a potem wolnym krokiem poszliśmy na autobus, który zawiózł nas do domów.
Gdy tylko weszłam do siebie od razu usiadłam do biurka i zaczęłam się uczyć. Nazajutrz miałam wrócić do szkoły i chciałam być na to przygotowana. Strasznie bałam się niektórych lekcji, takich jak matematyka. Tak więc spędziłam dwie godziny ucząc się na następny dzień mimo tego, że wcale nie musiałam być przygotowana.
Gdy tylko skończyłam zeszłam na dół do kuchni, aby zjeść coś na kolację. Tak zastałam babcię i dziadka siedzących przy stole i pijących herbatę.
- Cześć. – odezwałam się pogodnie i uśmiechnęłam do nich. – Jest jeszcze wrzątek?
- Witaj, Tosiu. – odezwali się oboje.
- Jeszcze chyba coś zostało. – dodała babcia i podniosła się z krzesła. – Chcesz coś zjeść, słońce?
Babcia była zawsze taka pogodna i radosna. Jej nastrój udzielał się wszystkim dookoła, jednak dziś widać było, że coś ją trapi.
- Zrobię sobie kanapki, babciu. – odparłam i otworzyłam lodówkę. – Czy coś się dzieje?
Kątem oka zobaczyłam ukradkowe spojrzenie babci w kierunku dziadka, który niczego nie świadomy wpatrywał się w kuchenne okno.
- Wszystko w porządku. – babcia uśmiechnęła się do mnie wymuszonym uśmiechem. – Spokojnie, Tosiu.
Nie wierzyłam jej, ale nie chciałam naciskać w obecności dziadka, wiedziałam, że to o niego chodzi. Chciałam jej jakoś pomóc, ale nie miałam tak naprawdę żadnej możliwości. Martwiłam się bardzo.
Wyjęłam z lodówki szynkę i ogórka. Pokroiłam go w plasterki. Następnie posmarowałam chleb masłem i ułożyłam na nim wędlinę i warzywa. W tym czasie babcia przygotowała mi herbatę i obie usiadłyśmy do stołu.
- Jutro wracasz do szkoły, prawda? – zagadnął mnie dziadek. – Cieszysz się?
- Jak mam być szczera dziadku to jestem przerażona. – nie żartowałam, na samą myśl o powrocie do szkoły czułam jak zaciska mi się żołądek. – Mam miesięczne zaległości, nie wiem jak mam to wszystko nadrobić.
- Dasz rade. – odezwała się babcia. Spojrzałam na nią jeszcze raz. Miała podkrążone oczy i bladą cerę. Wyglądała jakby nie spała przez wiele nocy. – Jesteś bardzo mądra.
Moje myśli skierowały się w stronę tego jak wyglądała moja rozmówczyni. Ewidentnie coś ja bardzo trapiło. Co działo się z dziadkiem? Myślałam, że wszystko już jest dobrze, ale najwyraźniej się myliłam. Mama czegoś mi nie powiedziała.
- Mam taką nadzieję. – odezwałam się po chwili.
Potem nikt już nic nie mówił. Skończyłam w milczeniu posiłek, podziękowałam i poszłam na górę. Gdy weszłam do swojego pokoju zauważyłam książkę porzuconą rano na łóżku. Ze świadomością, że od jutra nie będę miała możliwości, żeby czytać zbyt wiele usiadłam i zaczęłam czytać.
Około godziny później od lektury oderwał mnie dźwięk SMS-a. Wzięłam do ręki telefon i spostrzegłam, że wiadomość pochodzi od Justyny. Treść SMS-a głosiła: „Przyjdę po ciebie jutro rano. Mam dość chodzenia samotnie do szkoły”. Odpisałam szybko, że będę na nią czekać i wróciłam do lektury. Jednak chwilę później nadeszła kolejna wiadomość od przyjaciółki.”W piątek robimy maraton filmowy u mnie! Zaproś Adama. Weź też Agatę, niech zabierze Krzyśka. Możecie wszyscy u mnie spać”.
Justyna miała ogromny dom z dużą ilością pokoi gościnnych. Bardzo lubiłam tam przychodzić, jej mieszkanie było takie przestronne. Owszem mój dom był ładny, ale jej w porównaniu z tym był przepiękny.
Odpisałam jej szybko, że porozmawiam z zainteresowanymi i wróciłam do lektury, jednak nie mogłam się już wciągnąć w czytaną historię. Położyłam więc z westchnieniem książkę i poszłam się wykąpać.
Wzięłam szybki prysznic i chciałam wrócić do pokoju, gdy nagle poczułam jak zaczyna kręcić mi się w głowie. Wiedziałam co to znaczy. Nadchodziła kolejna wizja. Pierwsza od trzech tygodni.
Chwilę później zamiast stać w łazience, chodziłam w tę i z powrotem po pokoju Marty. Czułam się zdenerwowana i smutna, mama miała za chwilę przyprowadzić mojego kandydata ma męża. Nie chciałam go widzieć, nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, chciała tylko Adama… to znaczy Piotra.
W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i do środka weszła służąca matki.
- Panienki matka już wróciła. – odezwała się bezbarwnym głosem i wyszła z pokoju.
Poczułam jak po plecach przebiega mi lodowaty dreszcz. Nie miałam pojęcia czemu matka tak się spieszy ze wszystkim. Chyba, że już się wszystkiego domyśliła. Byliśmy coraz bliżej, a co za tym idzie byliśmy coraz bardziej narażeni na to, ze moja matka wszystko odkryje.
Ruszyłam wolno za służącą i po chwili dotarłam do biblioteki, w której oczekiwała mnie matka wraz z młodym wysokim mężczyzną.
Był on niezwykle elegancko ubrany, widać jednak było, że nie był on ze zbyt bogatej rodziny. Miał niebieskie oczy i brązowe włosy, a jego nos był tak zakrzywiony, że stanął mi przed oczami obraz jak zawiesza sobie na nim klucze, by ich nie zgubić. Gdy to sobie wyobraziłam nieomal wybuchnęłam śmiechem, na szczęście powstrzymałam się w ostatniej chwili.
Wtedy wizja się rozpłynęła, a ja znalazłam się z powrotem w swojej łazience z cieknąca z nosa stróżką krwi.
Nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Czym prędzej zatamowałam krwawienie i jak najszybciej poszłam do pokoju, aby skontaktować się z Adamem. Musiał się dowiedzieć, że w końcu nadeszła nowa wizja. Miałam przeczucie, że nie tylko mnie ona nawiedziła. Byłam ciekawa co zobaczył mój chłopak.
Moje plany zadzwonienia do niego jednak spełzły na niczym. W pokoju bowiem siedziała Agata i czekając na mnie czytała książkę, którą zostawiłam na łóżku.
- O, jesteś. – odezwała się. – Pisała do ciebie Justyna?
Popatrzyłam na nią nic nie rozumiejąc jednak chwilę później przypomniała mi się wiadomość od przyjaciółki dotycząca wieczoru filmowego.
- Tak, pisała do mnie, a co?
- Nic, napisała też do mnie. – zaczęła mówić siostra. – Wie, że jesteś zestresowana i martwiła się, że wyleci ci z głowy to, żeby mi powiedzieć. Napisałaś o tym już Adamowi?
Pokręciłam głową i wzięłam do ręki telefon, ale zanim cokolwiek zrobiłam odłożyłam go z powrotem na miejsce i spojrzałam poważnie na Agatę.
- Miałam nową wizję. – odezwałam się poważnie.

Przepraszam za to, że tak długo nie pisałam nic, ale klasa maturalna niestety zobowiązuje. Będę dlatego pewnie dość rzadko pisać nowe wpisy, ale mam nadzieję, że pomimo to będziecie do mnie wpadać :)

Rozdział 10 – cz. 4

big_84108-Ggv
Standardowy

Chwilę później mama szła już w kierunku pokoju mojego młodszego brata, a ja z Agatą wycierałyśmy napis.
- On naprawdę jest okropny. – stwierdziła Agata z rozdrażnieniem i spojrzała na mnie. – Co ci się stało w rękę?
Siostra podeszła do mnie i przyjrzała się mojemu przedramieniu. Podążyłam za nią wzrokiem i zobaczyłam, że ręka od nadgarstka do łokcia jest cała zdarta. Skierowałam wzrok przez drzwi na ścianę na której przed chwilą wylądowałam i zobaczyłam ciemną smugę, prawdopodobnie z mojej krwi.
- O co chodzi? – Agata przyglądała się to ścianie to mojej ręce. – Co się stało?
- Nic takiego, to tylko Kamil. – odparłam i wróciłam do czyszczenia lustra.
- On ci to zrobił? – zapytała zdenerwowana.
- Tak. Popchnął mnie na ścianę, żeby zdążyć przede mną do łazienki.
- Co za szczur z niego! – wykrzyknęła Agata i również powróciła do mycia lustra.
Gdy już obie z mamą poszły do swoich pokoi zamknęłam drzwi łazienki na klucz i zdjęłam z siebie ciuchy, a następnie zaczęłam się myć. Najpierw umyłam włosy i nałożyłam na nie odżywkę. Następnie uważając by nie zamoczyć zbytnio gipsu umyłam cale ciało i owinęłam się w ręcznik.
Po całym zabiegu pokuśtykałam do pokoju. Tak czekała na mnie wiadomość. Podniosłam telefon i odczytałam SMS-a od Adama. Chłopak pytał jak się czuję i czy ma do mnie wpaść następnego dnia. Natychmiast napisałam mu, że ma mnie odwiedzić Justyna, ale, żeby wpadał, jeśli ma ochotę. Telefon nie odezwał się więcej.
Z cichym westchnieniem opadłam na siedzenie przed toaletką i rozczesałam włosy. Potem posmarowałam twarz kremem i poszłam do łóżka. Wzięłam do ręki książkę i dziękując Bogu za chwilę normalności i spokoju zaczęłam czytać. Niestety nie dałam rady robiś tego długo, bo poczułam się bardzo zmęczona i zaczęłam zasypiać nad lekturą. Odłożyłam ją więc, poszłam do łazienki, by umyć zęby i położyłam się spać po drodze gasząc górne światło i zapalając lampkę.
***
Gdy otworzyłam oczy moje ręce grzebały w jakimś kufrze, a oczy biegały dookoła jakbym się bała, że za chwilę ktoś mnie tu znajdzie i ukarze. Nagle drzwi się otworzyły, a ja podskoczyłam ze strachu. Na szczęście do pomieszczenia wszedł Adam, znaczy się Piotr, więc trochę się uspokoiłam.
- Piotrze, już jesteś. – odezwałam się. – Czekałam na ciebie. Bałam się, że nie przyjdziesz.
Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się czule widząc moja twarz.
- Jak mógłbym nie przyjść? – spytał. – Zawsze do ciebie przyjdę.
Uśmiechnęłam się do niego i podeszłam bliżej. Piotr wyciągnął ręce i przygarnął mnie do siebie, a następnie odnalazł moje usta swoimi ustami. Pocałunek, który nas połączył wydał mi się bardzo znajomy. Tak jakbym chwilę wcześniej przeżyła identyczny.
Odsunęliśmy się od siebie i popatrzyliśmy sobie w oczy.
- Co takiego chciałaś mi pokazać? – spytał chłopak.
- Nie bardzo wiem tak naprawdę. Dowiedziałam się, że gdzieś tu jest ukryte coś związanego z tą maszyną.
Piotr wytrzeszczył oczy.
- W mojej piwnicy? – spytał kompletnie zaskoczony. – Skąd?
- Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, że to jest jakaś mapa czy coś takiego. – odparłam. – Nie mam zbyt wiele czasu. Muszę cię prosić byś sam tego czegoś poszukał. Twoja obecność tutaj nie jest podejrzana. Z kolei jeśli mnie ktoś tu znajdzie mogę bardzo źle skończyć.
Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale Piotr podszedł do mnie i zamknął mi ust kolejnym pocałunkiem.
- Rozumiem, ukochana. Idź do domu i uważaj na siebie. Niedługo będziemy bezpieczni. – urwał na chwilę. – Obiecuję.
Uśmiechnęłam się do niego ostatni raz i podeszłam w stronę drzwi, jednak zanim je otworzyłam odwróciłam się jeszcze i szepnęłam do niego.
- Kocham Cie.
Po tych słowach szybko wyszłam na korytarz. Zanim drzwi jednak się zatrzasnęły usłyszałam jeszcze cichutką odpowiedź.
- Jak Ciebie także, ukochana.
***
Zbudziło mnie trzaśnięcie drzwi do mojego pokoju i kroki kierujące się do mojego łóżka. Poderwałam się i przestraszona spojrzałam na intruza. Okazało się jednak, że to po prostu mój tata, który jak zawsze przed wyjazdem zakrada się do naszych pokoi i zostawia na po krótkim liściku i po trochu pieniędzy.
- Ojej, przepraszam. – odezwał się cicho tata. – Nie chciałem cie obudzić, słońce.
- Wiem tato. Jeśli chcesz to mogę udawać, że się nie obudziłam.
- Nie trzeba. Naprawdę. – uśmiechnął się. – Proszę to dla ciebie.
Tata podał mi kopertę i ucałował mnie w czoło.
- Powinienem już iść. Śpij dalej, słońce. Zobaczymy się za miesiąc.
- Nie chcę, żebyś jechał. – wyznałam. – Wolę, żebyś był tutaj. Z nami.
Tata wyraźnie zmarkotniał. Usiadł obok mnie i spojrzał mi w oczy.
- Też tego chcę. Naprawdę. – urwał. – O wiele bardziej wolałbym być z wami niż w tych przeklętych samochodach, ale muszę jakoś zarobić pieniądze na utrzymanie rodziny. Przecież wiesz.
- Wiem, tato. – uśmiechnęłam się do niego smutno. – Kiedy wrócisz?
- Tak jak zawsze. – tata westchnął cicho. – Śpij dalej, do zobaczenia, słońce.
- Pa, tato.
Opadłam na poduszkę i zapadłam w głęboki sen, w którym co i raz nawiedzał mnie obraz wychodzącego z pokoju taty.

Rozdział 10 – cz.3

pobrane
Standardowy

Zebrałam wszystkie rzeczy, które dostałam poprzedniego dnia od mamy, wrzuciłam je do koperty i odłożyłam na miejsce. Następnie wzięłam do reki książkę z zamiarem poczytania, jednak nie było mi to dane, bo po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
Zerknęłam w tamtym kierunku i zobaczyłam moja siostrę opierającą się niedbale o framugę. Patrzyła na mnie badawczym wzrokiem.
- Co tu się działo?- zapytała od razu. – Właśnie widziałam Adama wychodzącego w pospiechu z naszego domu. Wyglądał jakby coś się paliło, a on musiał jak najszybciej uciekać.
Uśmiechnęłam się do siebie wyobrażając sobie jak to musiało wyglądać.
- Powiesz mi czy nie? – dopytywała się Agata. – Coś ty mu powiedziała?
- Zamkniesz drzwi? – westchnęłam i odłożyłam książkę. – Zaraz wszystko Ci wyjaśnię. A tak nawiasem mówiąc to Adam po prostu śpieszył się do pracy.
Oczami wyobraźni zobaczyłam jego piękna twarz. Nie mogłam przestać wyobrażać sobie tego jak się do mnie uśmiecha.
- Miałaś mi coś opowiedzieć, pamiętasz? – siostra wyrwała mnie z zamyślenia.
- Co? A, tak. – potrząsnęłam lekko głową, żeby wypędzić z niej obraz chłopaka. – Adam przyszedł do mnie, żeby pogadać na temat listu i tak dalej. Przy okazji powiedział mi, że tez miał sen. A, no i mnie pocałował.
- Co zrobił? – Agata weszła mi w słowo.
- Pocałował. Mam ci to przeliterować? – popatrzyłam na nią rozbawiona.
Siostra wyglądała tak, jakbym właśnie oświadczyła jej, że tak naprawdę to jestem syreną, ale ukryłam ogon pod spodniami. Nie mam pojęcia co ja tak zaskoczyło. Chyba po prostu nie była przygotowana na to, że jej starsza siostra kiedykolwiek znajdzie sobie faceta.
- Nie, nie musisz. Po prostu się zdziwiłam. – urwała na chwile. Przepraszam. O co chodziło z tym snem?
- Adamowi śniło się, że mnie rozbiera. – poczułam jak po raz kolejny tego dnia na moja twarz wypływa rumieniec. – Przynajmniej tak zrozumiałam to co mówił.
- Nie rozumiem. Jak to cię rozbierał? – Agata patrzyła na mnie z wymalowanym w oczach szokiem.
- No powiedział, że miał właśnie ściągnąć ze mnie sukienkę, kiedy do pokoju wpadła moja matka. Wtedy sen się urwał.
Wzięłam do ręki telefon i wyszukałam numer Justyny. Kliknęłam w symbol SMS-a i wysłałam jej wiadomość, żdby wpadła do mnie następnego dnia po szkole. Jej odpowiedź nadeszła niemal natychmiast, tak jakby czekała, aż się odezwę. Miała przyjść od razu po szkole.
- Nic z tego nie rozumiem. – wyznała Agata. – Co ten sen ma niby wnieść do tej całej historii?
- Być może nic. – wzruszyłam ramionami. – Może to był tylko jakiś fragment przeszłości, który właśnie sie ujawnił i nic poza tym.
- Pewnie masz rację. Obejrzymy coś? – Agata kiwnęła głową w kierunku komputera.
- Jasne, czemu nie. – uniosłam się, żeby po niego sięgnąć. – Na co masz ochotę?
- Nie wiem, ty coś wybierz.
***
Kilka godzin później, gdy Agata poszła do siebie stwierdziłam, że jestem straszliwie głodna. W końcu nie jadłam nic od kilku godzin. Podniosłam się, więc z łóżka i pokuśtykałam w stronę schodów, a następnie ześlizgnęłam się na dół tak jak poprzednim razem.
Gdy tylko znalazłam się w kuchni od razu skierowałam się w stronę lodówki. Zaczęłam się wyciągać rzeczy na kolację, gdy usłyszałam szurające kroki dziadka zbliżające się w moim kierunku.
Mój dziadek był wysokim, ale zgarbionym trochę mężczyzna z kępką siwych włosów i pomarszczoną skórą twarzy. Ze zdjęć wiedziałam, że kiedyś był bardzo przystojny, ale teraz w ogóle nie było tego widać. Wiadomo za to było, że jest bardzo kochany.
- Och, Tosiu. – odezwał się dziadek. – Jak się czujesz?
Spojrzałam na niego przelotnie i uśmiechnęłam się radośnie, jak z reszta na każdym razem na jego widok.
- Dobrze, dziadku. A ty? – wróciłam do wyciągania rzeczy z lodówki. – Chcesz coś zjeść?
Zerknęłam jeszcze raz na dziadka. Akurat siadał na krześle przy stole.
- Właśnie po to przyszedłem. A ty co będziesz jadła? – spytał.
- Chcę usmażyć jajka. Masz ochotę?
- Tak, poproszę wnusiu. – dziadek rzucił mi kolejny uśmiech. – Dziękuję ci ogromnie.
- Nie ma za co dziadku, to żaden kłopot.
Popatrzyłam chwilę na dziadka i zauważyłam, że przez ostatnie kilka dni jakby się postarzał. Jego ramiona opadły bardziej, a z oczu znikł ognik, który zawsze w nich drzemał.
- Dziadku, jak się czujesz? – zapytałam z troską.
- Dobrze, moja droga. – odpowiedział, ale uciekł wzrokiem. – Czemu pytasz?
- Tak po prostu, dziadku.
Odwróciłam się i zaczęłam smażyć jajka, jednak w głowie zakodowałam sobie, że muszę koniecznie porozmawiać z mamą o dziadku.
Gdy zrobiłam jedzenie zjedliśmy je w milczeniu z dziadkiem, a potem poszłam na górę i skierowałam się do łazienki. Niestety zanim zdążyłam tam dotrzeć otworzyły się drzwi mojego brata. Nim zdążyłam się obejrzeć ze środka jak huragan wyleciał Kamil i popchnął mnie na ścianę.
- Uważaj jak łazisz kaleko! – krzyknął i zatrzasnął mi przed nosem drzwi do łazienki.
Westchnęłam i oparłam się o ścianę, na którą chwilę wcześniej zostałam wepchnięta. Nie minęło nawet trzydzieści sekund, a obok mnie stanęła mama, która musiała wrócić już z pracy i usłyszeć zamieszanie siedząc w pokoju.
- Czy on cię wepchnął na ścianę? – zapytała mama.
Pokiwałam głową i spuściłam wzrok. Nie chciałam dawać bratu tej satysfakcji i skarżyć się, ale nie wiedziałam co innego mogę zrobić.
- Porozmawiam z nim. – obiecała mama i poszła z powrotem do siebie.
Odczekałam jeszcze kilka minut i chciałam pójść w jej ślady, bo zrozumiałam, że Kamil nie zamierza wpuścić mnie do łazienki. Jednak w tym momencie drzwi otworzyły się, a ze środka wyszedł mój młodszy zadowolony z siebie brat.
Ominęłam go najszerszym łukiem jakim tylko dałam radę i weszłam do łazienki. To co zobaczyło sprawiło, że do oczu momentalnie napłynęły mi łzy.
Kamil ukradł szminkę mamy i namazał na lustrze wielki napis: „Wypier*alaj idiotko”. Stałam jak wryta i wpatrywałam się w napis nie wierząc w to co widzę.
Po chwili otrząsnęłam się jednak z odrętwienia, wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie lustra, a następnie wysłałam siostrze i mamie, żeby zobaczyły co zrobił mój młodszy brat. Chwilę później w drzwiach stanęły obie odbiorczynie wiadomości i zrobiły dokładnie to samo co ja chwilę wcześniej.

Rozdział 10 – cz.2

images
Standardowy

- Jak to była u ciebie w domu? – Adam prawie krzyknął. Widziałam jak w jego oczach maluje się niedowierzanie. – Jakim cudem w takim razie o tym nie wiedziałaś?
- Wczoraj przyszła do mnie mama i powiedziała, że gdy znalazła mnie w lesie miałam przy sobie kopertę. Schowała ją i dała mi dopiero teraz. W tej kopercie było zdjęcie.
Odwróciłam wzrok. Nie chciałam, żeby chłopak dowiedział się o liście. Byłam świadoma tego, że muszę mu o nim powiedzieć, ale nie chciałam zbytnio go pokazywać nikomu poza Agatą. – Coś jeszcze było w tej kopercie? – chłopak wpatrywał się we mnie wyczekująco, jakby wiedział, że nie powiedziałam wszystkiego.
- W zasadzie… – urwałam i zastanawiałam się czy jednak nie da się z tego jakoś wybrnąć. – W zasadzie to tak. Był tam jeszcze list i mój akt urodzenia.
- Jaki list? – Adam wydawał się być szczerze zainteresowany tym czego dowiedziałam się poprzedniego wieczoru. – Pokażesz mi tą kopertę?
Skinęłam lekko głową i sięgnęłam do szuflady w szafce nocnej stojącej koło mnie. Wyciągnęłam ze środka kopertę i podałam ją chłopakowi.
Kiedy brał ją ode mnie nasze palce przez przypadek się musnęły, a całe moje ciało przebiegł dziwny dreszcz. Widziałam, że Adam poczuł to samo, bo zauważyłam jak nagle całe jego ciało zesztywniało, jakby za dotknięciem magicznej różdżki. Jednak trwało to tylko kilka sekund. Potem wszystko minęło.
Chłopak otworzył kopertę i dokładnie obejrzał jej zawartość, poczynając od zdjęcia i kończąc na liście. Gdy skończył podniósł głowę i spojrzał na mnie uważnie.
- Rozumiesz coś z tego? – wydawał się zagubiony. Nie dziwiłam mu się ani trochę.
- Nic, a nic. A ty?
- Niestety też nie. Jedyne co zrozumiałem to to, że wizje mają nam wszystko wyjaśnić.
- To tak jak ja. – westchnęłam cicho i spojrzałam na Adama.
Chłopak akurat odwrócił głowę i wyjrzał za okno. Mogłam, więc przyjrzeć mu się dokładnie. Z tej perspektywy widziałam ledwie widoczną bliznę przy lewym oku i pieprzyk tuż przy uchu po tej samej stronie.
Patrzyłam na niego zafascynowana tym jak pięknie wygląda, gdy popołudniowe słońce oświetla jego włosy.
W tym momencie Adam odwrócił głowę i złapał mnie na tym jak go obserwuję.
- Na co tak patrzysz? – spytał przekrzywiając głowę, tak bym musiała spojrzeć mu w oczy.
- Na nic takiego. – poczułam jak na moje policzki wypływa rumieniec.
Odwróciłam szybko wzrok i zaczęłam przyglądać się swoim dłoniom z takim zainteresowaniem, jakby nagle pojawiła się na nich odpowiedź na wszystkie moje pytania.
Poczułam jak Adam podnosi się wolno i przysuwa bliżej. Następnie zobaczyłam w zasięgu swojego wzroku dłoń, która niebezpiecznie zbliżała się do mojej ręki. W momencie, gdy chłopak mnie dotknął przeszedł mnie ponownie ten sam prąd co wcześniej. Tak jakby podłączono mnie do kontaktu.
Podniosłam głowę do góry i z wahaniem popatrzyłam Adamowi w oczy. To co w nich zobaczyłam było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Widziałam w nich coś co przypominało kiełkującą miłość, choć znaliśmy się dopiero kilka dni. Gdy tylko to zobaczyłam szybko uciekłam wzrokiem zawstydzona jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie zdążyłam jednak opuścić do końca głowy, bo Adam złapał mnie za brodę i podniósł moja głowę do góry.
Nim zorientowałam co się dzieje nasze usta spotkały się w pocałunku, który krzyczał o tęsknocie i pragnieniu, którego żadne z nas nie znało.
Odskoczyłam jak oparzona i od razu zrobiło mi się głupio.
- Przepraszam, ja eee… – Adam zaczął się podnosić, jakby chciał wyjść. – Przepraszam…
Zerwałam się mimo przeszywającego bólu, który poczułam w nodze.
- Zostań. – nie wiedziałam jak mam się wytłumaczyć, żeby to brzmiało w miarę sensownie. – Po prostu poczułam taki ogrom uczuć, że nie wiedziałam co się dzieje. Czy zechciałbyś pocałować mnie jeszcze raz?
Byłam tak niepewna tego co się działo, że nie miałam pojęcia co mam powiedzieć. Bałam się, że Adam mimo wszystko wyjdzie i nigdy więcej się nie odezwie. Na szczęście mimo moich obaw chłopak uśmiechnął sie do mnie i opadł z powrotem na swoje miejsce.
- Też to poczułem. – odetchnął wolno. – Oczywiście, że to zrobię. Tyle razy ile tylko będziesz chciała.
Nachylił się do mnie i odszukał moje usta swoimi ustami. Tym razem nie uderzyła we mnie ta sama fala uczuć co wcześniej. Poczułam za to delikatnie napływające emocje i odczucia. Tak właśnie wyobrażałam sobie ten pocałunek.
Po chwili jednak Adam odsunął się ode mnie i uśmiechnął się lekko.
- Tak lepiej, co?
- Zdecydowanie tak. – odparłam i odpowiedziałam takim samym uśmiechem.
Zerknęłam na komórkę. Dochodziła już piąta.
- Wiesz która jest godzina? – spytałam zaskoczona.
- Nie mam pojęcia, a co?
- Jest prawie piąta.
- Co takiego? – Adam zerwał się z łóżka jak oparzony. – Naprawdę?
- Tak. – odparłam zmieszana. – Coś się stało?
- Nic takiego. Po prostu za pół godziny zaczyna się moja zmiana. – chłopak zaczął zbierać swoje rzeczy. – Musze się zbierać, przepraszam.
- Nic się nie stało. – uśmiechnęłam się do niego. – Leć.
- Dzięki. – rzucił i otworzył drzwi. – Odezwę się wieczorem. Pa.
- Pa. – rzuciłam i opadłam na poduszki, gdy drzwi się zamknęły.

Rozdział 10 – cz.1

margarytka-ksiazka
Standardowy

Od lektury oderwało mnie lekkie pukanie do drzwi. Złapałam za telefon i spojrzałam na godzinę. No tak, przyszedł Adam. Zerknęłam na lustro na toaletce, w którym widziałam kawałek swojej twarzy. Przeczesałam włosy ręką i odetchnęłam głęboko. Czym ja się tak stresowałam?
- Proszę. – odezwałam się lekko drżącym głosem.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich tata. Za jego plecami jednak zobaczyłam jeszcze jedną postać. Byłam pewna, że jest to chłopak, którego oczekiwałam. Tata odchrząknął lekko, żeby zwrócić na siebie całą moją uwagę i odsunął się lekko na bok odsłaniając sylwetkę Adama.
- Ten chłopak upiera się, że jest twoim kolegą i że miał dzisiaj do ciebie przyjść. – wyglądał na dość zagubionego. – Nie znam go, więc wolałem się upewnić czy to prawda. Znacie się?
Wlepiłam w niego zdumione spojrzenie. Tata nie znał większości moich znajomych przez to, że przez większość czasu nie było go w domu. Z drugiej strony jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby do naszych drzwi zapukał chłopak bez Justyny u boku. Mówiąc to mam na myśli, że nigdy nie zdarzyło się tak, żeby w moim pokoju znajdował się ktoś spoza rodziny i nie było przy tym również mojej przyjaciółki. Dlatego też po części zrozumiałam tatę.
- Więc? – brutalnie wyrwano mnie z rozmyślań. Tata wciąż wpatrywał się we mnie wyczekująco.
- Tak, tato. Znamy się. – mój głos lekko zadrżał. Czym się tak do cholery denerwowałam. – To jest Adam.
- Wiem, że to Adam. Poznaliśmy się przy wejściu. – uśmiechnął się lekko. – No dobrze, zostawiam was samych w takim razie. Tylko bądźcie grzeczni.
Tata odwrócił się sztywno i odszedł korytarzem zostawiając nas z zaskoczonymi minami. Minęło kilka sekund i jak na komendę oboje wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Adam wszedł szybko do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
Poczułam w końcu, że troszeczkę się rozluźniam. Popatrzyłam na chłopaka. Miał na sobie zwyczajną, czarną koszulkę oraz granatową koszulę z podwiniętymi rękawami, a na nogach ciemne jeansy. Wyglądał świetnie, z resztą jak za każdym razem, gdy go widziałam.
- Co to było? – wpatrywał się we mnie z nieskrywanym rozbawieniem.
- Nie mam pojęcia. – wybuchłam kolejny raz śmiechem. – Miałam nadzieję, że ty mi to powiesz.
- A skąd ja mam to wiedzieć. – Adam dołączył do mnie i podszedł do łóżka.
Zaczęłam się wolno podnosić, żeby się z nim przywitać.
- Nie wstawaj. – spojrzał a moją nogę. W jego głosie usłyszałam zmartwienie. – Jak noga? Bardzo boli?
Opadłam z powrotem na poduszki z nieskrywaną ulgą. Nie miałam najmniejszej ochoty na wstawanie z łóżka. Gdy się ruszałam noga bolała okrutnie.
- Boli, boli, ale mam nadzieję, że niedługo przestanie. To okropne, ma problem z każdą czynnością w zasadzie. – miałam poczucie, że się nad sobą użalam. – Siadaj.
Adam opadł na krawędź łóżka uważając przy tym na moją nogę. Lekko się spięłam czując jego bliskość. Co się ze mną dzisiaj działo do cholery. To pewnie przez ten sen.
- Słuchaj, muszę ci coś opowiedzieć. – zaczęłam ostrożnie zastanawiając się jak zgrabnie ująć w słowa to, że śniłam o nim. – Miałam kolejny sen.
Poczułam jak Adam się spina. Coś było bardzo nie tak.
- Co konkretnie ci się śniło. – spytał sztywniejąc jeszcze bardziej. Wydawał się równie spięty jak ja.
Pokrótce streściłam chłopakowi wszystko co zobaczyłam we śnie i w wizji dziś rano. Z każdym moim słowem Adam wydawał się coraz bardziej zaniepokojony. Zaczęłam się denerwować jeszcze bardziej. Coś musiało się stać, przecież jeszcze wczoraj nie reagował tak na moje opowiadania.
- Wiesz. – przeczesał ręką włosy. Widać było po nim, że jest strasznie spięty. – Też miałem jakiś dziwny sen.
Wytrzeszczyłam oczy. Jak to? Czyli nie tylko ja je mam. Przynajmniej mam już stu procentową pewność, że nie oszalałam. No chyba, że oboje cierpimy na tę samą chorobę, ale to chyba mało prawdopodobne.
- Opowiedz mi o nich. – odezwałam się wolno. – Może w czymś nam to pomoże.
- Zaczekaj, zaraz wszystko opowiem. Zajmijmy się najpierw zdjęciem. Bardzo chciałaś je zobaczyć.
No tak, zdjęcie. Podrapałam się po nosie w zamyśleniu.
- Wiesz, właściwie udało mi się zobaczyć tą połowę, której nie widziałam wcześniej. – zobaczyłam, że chłopak chce wejść mi w słowo. – Zaraz do tego dojdziemy, tylko najpierw opowiedz mi o swoim śnie, dobrze?
Adam wydawał się lekko zmieszany. Zaczął oglądać mój pokój, jakby wszystko było ciekawsze od patrzenia na mnie. Zrobiło mi się trochę przykro i przestałam rozumieć co się dzieje. Już chciałam się odezwać, gdy w końcu zaczął mówić i z powrotem skupił na mnie całą swoją uwagę.
- Ten sen był, jakby to powiedzieć, dziwny. To znaczy w ogóle nie pasował mi do tego co mi opowiadałaś. – na jego twarz wypłynął lekki rumieniec. – Oczywiście była tam ta blondynka, o której mówiłeś no i ja jako ten chłopak. Ona nazywała go Piotrem. W moim śnie byliśmy w jakimś pokoju. Był tam portret tej dziewczyny. To chyba był ten pokój, o którym opowiadałaś. My…. Hmm… Leżeliśmy na łóżku. Ona była naga, to znaczy prawie. – Adam coraz bardziej zaczynał się jąkać. – W momencie, gdy miałem zdjąć z niej sukienkę do pokoju wparowała matka tej dziewczyny i… sen się skończył.
Zauważyłam, że Adam pominął wiele szczegółów snu, ale uznałam, że nie warto go o to męczyć. Sama na jego miejscu zrobiłabym dokładnie to samo. Zamiast tego zajęłam się bardziej istotną kwestią.
- Piotr. W moim śnie Marta też nazywała tego chłopaka Piotrem. Dokładniej to nazywała ciebie Piotrem. Albo twojego przodka. – urwałam, zaczynałam się plątać i musiałam pozbierać trochę myśli. Czułam się jak w transie. – Tak czy inaczej wiem jedną rzecz. Marta to ja. Nie wiem jak to się stało, że znalazłam się w obecnych czasach, ale jakoś to się musiało stać.
Adam patrzył na mnie jak skamieniały nic nie rozumiejąc. W sumie w ogóle mu się nie dziwiłam. Czułabym się na jego miejscu identycznie. Ci więcej, na swoim też się tak czułam.
- Wiesz… – zaczął. Wyglądał jakby zobaczył ducha. – To brzmi trochę niedorzecznie. Nie myśli, że ci nie wierze, bo to wszystko jest tak cholernie dziwne, że już wszystko może się chyba stać.
- Co ty nie powiesz. – miałam wrażenie, że w moim gardle rośnie ogromna gula.
Odchyliłam głowę w tym i nabrałam powietrza do płuc po czym je wypuściłam. Troszkę się w ten sposób uspokoiłam i zebrałam myśli. Spojrzałam znów na Adama.
- Wiem, gdzie jest druga połowa zdjęcia z Małachowianki. – głos znów lekko zadrżał.
- Gdzie? – chłopak spojrzał a mnie zaskoczony. – Przecież wczoraj nie miałaś pojęcia.
- Ale teraz już mam. – poczułam jak włoski na rękach stają mi dęba. – Cały czas była u mnie w domu.

Hej, hej, hej! Jak się wam podobało! Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach. Nie mogę się doczekać waszych opinii! Mam nadzieję, że fragment przypadnie wam do gustu ;) Do zobaczenia wkrótce :D Buziaki ;*

Rozdział 9 – cz.4

ksiazka-34390839
Standardowy

Z tą dziwaczną myślą w głowie wzięłam do ręki szczoteczkę i umyłam dokładnie zęby, a potem twarz. Wytarłam ją ręcznikiem i jeszcze raz popatrzyłam na swoją twarz. Przez nie zmieniła się ani trochę, nadal wyglądałam na tą sama szesnastoletnią siedemnastolatkę. Wpatrywałam się w swoje oczy zastanawiając się jak do cholery mogłam przenieść się w czasie, gdy mój telefon obwieścił nadejście wiadomości. Oderwałam wzrok od lustra i spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość pochodziła od Justyny. Przyjaciółka pytała czemu nie ma mnie w szkole. Zerknęłam kątem oka na gips na nodze i westchnęłam cicho po czym wyjaśniłam całą sytuacje przyjaciółce. Po chwili zadzwonił dzwonek telefonu. Nie zdążyłam nawet przyłożyć słuchawki do ucha, a przyjaciółka już zasypywała mnie gradem pytań.
- Jak to złamałaś nogę? Kiedy? Czemu ja nic o tym nie wiem? Jak się czujesz? Przyjść do ciebie? Potrzebujesz w czymś pomocy? Przynieść ci zeszyty? – urwała, by zaczerpnąć powietrza, co z radością wykorzystałam i zaczęłam mówić.
- Złamałam nogę wczoraj. Zapomniałam ci powiedzieć, przepraszam. Nie musisz do mnie przychodzić, Adam u mnie będzie jak skończy szkołę. Możesz podrzucić mi zeszyty, ale nie musisz dzisiaj, jak ci się nie chce.
- Adam? Z jakiej racji on do ciebie przychodzi, a ja nie? – udała zbulwersowaną i wybuchła śmiechem, po czym dodała. – Opowiesz mi później jak było, prawda?
- Tak, tak. – w tle usłyszałam dźwięk dzwonka i uniesione głosy nowych uczniów szukających odpowiedniej sali. – Chyba masz lekcje, co?
- Tak, już lecę. Do usłyszenia później. – Rzuciła Justyna i rozłączyła się.
Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie po czym odwróciłam się do niego plecami i wolno wyszłam z łazienki, a następnie skierowałam się w stronę schodów. Kiedy znalazłam się na ich szczycie z wrażenia prawie odechciało mi się jeść, choć jeszcze chwilę wcześniej burczało mi w brzuchu. Byłam przerażona, nie miałam pojęcia jak mam dostać się na dół. Ostatecznie usiadłam na podłodze i powoli zaczęłam się zsuwać w dół.
Po chwili byłam już na dole i dumna z siebie podnosiłam się do pozycji pionowej. Gdy stanęłam pewnie na nogach weszłam powoli do kuchni. Tam moim oczom ukazała się scena istnie z komedii.
Mój ukochany tata nazajutrz miał jechać w kolejną trasę, więc szykował sobie jedzenie. W momencie, kiedy weszłam do pomieszczenia stał właśnie nad kuchenką i drapał się po głowie zastanawiając się jak to się stało, że makaron, który gotował oprócz tego, że jest w garnku, znajduje się również na podłodze i kuchence.
Wybuchłam niepochamowanym śmiechem i opadłam na jedno z krzeseł. Tata odwrócił się i spojrzał na mnie z wyrzutem w oczach.
- No co? – spytał. – Nie wiem jak to się stało. Może ty wiesz, co mądralo?
- Myślę, że wiem. – wybuchłam jeszcze większym śmiechem. – Ile makaronu nasypałeś do garnka?
- Oczywiście tyle ile było wody. Tak z trzy czwarte garnka. – tata patrzył na mnie ze zdumieniem w oczach. – Coś nie tak?
- Oj tato. Nie wiesz, że makaron pęcznieje?
- Wiem, oczywiście, że wiem. – spojrzał na mnie z taką miną, jakbym spytała go ile jest dwa dodać dwa i podała mu wynik.
- No właśnie, więc nie można nasypać go tak dużo, bo wyjdzie z garnka, co właśnie widać.
Machnęłam ręką po kuchni, żeby pokazać tacie o co mi chodzi. On zaś rozejrzał się dookoła i westchnął głośno.
- Już wiem, czemu nigdy nie zostanę kucharze.
Roześmiałam się po raz kolejny i zaczęłam przyglądać się jak tata sprząta makaron z podłogi. Miałam straszliwe wyrzuty sumienia, że nie mogę mu pomóc. Po chwili patrzenia jednak mój brzuch przypomniał mi o swojej obecności głośnym burknięciem, co wywołało kolejną falę śmiechu. Tym razem również u taty.
Wstałam z ociąganiem z krzesła i podeszłam do lodówki, z której wyciągnęłam pozostałe z wczorajszego obiadu resztki i wstawiłam je do mikrofali. Poczekałam, aż jedzenie będzie już ciepłe i szybko zjadłam wszystko. Cały ten proces odbywał się w milczeniu, bo tata skupił cała swoją uwagę na zdrapaniu z podłogi rozdeptanych przez niego klusek.
Po zjedzeniu śniadania wstawiłam naczynia do zmywarki i skierowałam się w stronę schodów, kiedy zatrzymał mnie głos taty.
- Jak zeszłaś na dół? – w jego oczach malowała się ciekawość.
- Ześlizgnęłam się na siedząco, a co?
- Nic, tak się zastanawiałem.
- Okej. – wzruszyłam ramionami i wyszłam z kuchni.
Dokuśtykałam do schodów po czym oparłam się o poręcz i powoli zaczęłam wskakiwać na jednej nodze na górę. Zdążyłam znaleźć się na piętrze, gdy poczułam zawroty głowy. Oparłam się o ścianę i w tej samej sekundzie wszystko wokół zrobiło się czarne.
Po chwili moim oczom ukazał się mój pokój z XIX wieku. Stałam tyłem do okna i wpatrywałam się w dziennik. Podświadomie wiedziałam, że ktoś go ruszał podczas mojej nieobecności. Byłam pewna, że to moja matka.
Poczułam mdłości, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w żołądek. Adam, to znaczy Piotr i ja byliśmy niebezpieczeństwie. Czy ta kobieta była w stanie skrzywdzić własne dziecko, bo ono pokochało kogoś innego niż matka wyznaczyła? Wydawało mi się to okrutne. Przecież Piotr miał dobrą pozycję. Przecież to matkę interesowało najbardziej na świecie- pieniądze. Czemu, więc tak bardzo sprzeciwiała się ich miłości?
Chciałam ruszyć w kierunku przedmiotu, który wzbudził we mnie te wszystkie uczucia i myśli, ale w tym momencie grunt usunął mi się spod stóp i z powrotem stałam na korytarzu prowadzącym do pokoju w moim domu z XXI wieku.
Oszołomiona weszłam wolno do pokoju i położyłam się na łóżku. Wzięłam do ręki list i przeczytałam go jeszcze raz, ale nie znalazłam tam nic nowego. Z głębokim westchnieniem podniosłam się i podeszłam do szafy, żeby wybrać ubrania. Po dłuższym zastanowieniu wyciągnęłam z niej w miarę dobrze wyglądające dresy i koszulkę, która jakoś z nimi współgrała. Ubrałam się pospiesznie i wróciłam na łóżko. Złapałam książkę i zaczęłam czytać w oczekiwaniu na Adama, który miał się niedługo zjawić.

Rozdział 9 – cz.3

blog_wj_4789955_7346349_sz_kc1
Standardowy

Otwieram oczy i pierwsze co widzę to słońce świecące mi prosto w twarz. Jest późna wiosna albo początek lata. Po chwili spostrzegam, że nie jestem sama. Na ogromnej łące oprócz mnie znajduje się mężczyzna. Stoi do mnie tyłem. Czuję się jakbym miała deja vu. Nagle przypominam sobie dlaczego. To jest kontynuacja mojej wizji z łazienki.
W tym momencie mężczyzna się odwraca, a ja wciągam mocno powietrze do płuc. Przede mną stoi Adam. Nikt inny tylko on. To wyjaśnia czemu jego sylwetka była taka znajoma. Jedyna różnica jest taka, że ten Adam ma na sobie surdut, a nie sprane jeansy i obcisłą koszulkę.
Spoglądam w dół i stwierdzam, że sama jestem ubrana podobnie. Mam na sobie kremową sukienkę sięgającą kostek, a w pasie czarną tasiemkę dodającą uroku strojowi. Czuję również, że pod spodem nie mam wcale stanika i majtek, ale ciasny gorset utrudniający mi oddychanie.
Spoglądam w górę. Chłopak uśmiecha się lekko i podchodzi do mnie. Widzę, że czuje się zupełnie swobodnie, choć ja jestem zupełnie spięta. Czuję szczęście wypełniające moje serce, ale moje ciało jest napięte i gotowe do ucieczki, gdyby zaszła taka potrzeba.
- Marto. – odzywa się Adam. – Przyszłaś wreszcie.
Wyciąga do mnie ręce i przyciąga do siebie porywając w ramiona. Natychmiast odprężam się prawie zupełnie i zapominam, że jeszcze chwilę temu coś było nie tak. Mimo to, gdy Adam pochyla się, żeby mnie pocałować jestem zdezorientowana i dopiero po chwili odpowiadam na ten gest.
Chłopak odrywa się ode mnie i spogląda mi z zaniepokojeniem w oczy.
- Co się dzieje, kochana? – pyta zdezorientowany. – Zachowujesz się dziwnie.
Nagle w mojej głowie pojawiają się słowa, a moje usta wypowiadają je bez mojej zgody.
- Miałam problemy z wydostaniem się z domu. Matka kazała swojej służącej mnie pilnować. Chyba coś zauważyła. – urwałam na chwilę, by zaczerpnąć powietrza. – Musimy coś zrobić.
Widzę jak oczy Adama ciemnieją, a w ich głębi pojawia się strach i ból.
- Nie rozumiem tej kobiety. – wyznaje nagle. – Nie zrozum mnie źle kochana, ale powinna się cieszyć z tego, że Cię kocham. W końcu mamy o wiele więcej pieniędzy niż wasza rodzina, jesteśmy w zasadzie właścicielami tego miasta. Czemu ona tak bardzo się wzbrania przed tym bym Cię poślubił. Kiedy pytałem ją o Twoją rękę powiedziała, że nie ma takiej opcji.
Moje ciało przechodzi dreszcz. Już wiem czemu matka się domyśliła. Z jednej strony czuję podniecenie i radość, że Adam pytał matkę o moją rękę, z drugiej jestem przerażona, bo wiem co może się wydarzyć.
- Co się stało? – chłopak wygląda na przestraszonego.
- Już wiem skąd matka wie. Boję się, że któreś z nas może nie dożyć niedzieli. – wzdycham. – Musimy coś zrobić i to szybko.
- Nie rozumiem. – Adam jest tak zdezorientowany, że w moim gardle wzbiera paniczny śmiech.
- Pamiętasz ostatni przypadek utonięcia w Wiśle? –pytam ponuro.
- Tak, to był ten starszy mężczyzna z targu. – urywa i blednę. – Nie mówisz chyba poważnie.
- Tak. Mówię poważnie. – mój humor jeszcze bardziej się psuje. – Sprzedał jej stare ziemniaki kilka razy. Taka jest moja matka. Nie chce myśleć co zrobi jeśli znajdzie dowody na poparcie swoich domysłów.
W mojej głowie szalały myśli. Próbowałam wymyślić jakiś plan, ale gdy tylko czułam, ze coś zaraz wymyśle wszystko mi umykało.
- Panie Piotrze. – od strony powozu Adama dochodzi mnie głos woźnicy. – Czas już jechać do domu.
Piotrze? Nie rozumiem. I nagle dociera do mnie, że na początku naszej rozmowy nazwał mnie Martą. O co w tym wszystkim chodzi?
- Wybacz mi Marto. – odzywa się Adam. To znaczy Piotr. – Muszę jechać, ojciec mnie oczekuje.
- Oczywiście, Piotrze. – czuje ogromny smutek, że już musi jechać, ale rozumiem to. Sama muszę wracać już do domu. – Pomyśl proszę jak to wszystko rozwiązać. Spotkamy się tutaj jutro o tej samej porze?
Mam ochotę rzucić mu się w ramiona i błagać by został. Pragnę spędzić z nim więcej czasu niż kilka minut na środku pola za miastem.
- Tak kochana, spotkamy się. – spogląda mi w oczy. Pomyślę nad tym. Kocham Cię, muszę iść. Dowiedzenia.
Całuje mnie lekko w dłoń i odchodzi w stronę powozu pozostawiając mnie samą. Chwilę jeszcze stoję i wpatruję się w jego powóz oddalający się w stronę miasta, a następnie ruszam w drogę powrotną do domu. Czuję jak w moim sercu wzbiera strach przed tym co zastanę na miejscu.
***
Budzę się i zdaje sobie sprawę z jednej rzeczy. Marta nie może być moją matką, przecież nie mogła żyć w tak odległych czasach. Kim, więc ona jest?
W chwili, gdy zadaję sobie to pytanie dzwoni mój budzik. Biorę telefon do ręki i ze zdziwieniem stwierdzam, że jest już jedenasta. Wyłączam alarm i wolno podnoszę się z łóżka, a następnie kuśtykam w stronę drzwi na korytarz i dalej do łazienki.
Tam podchodzę do lustra i spoglądam na swoje odbicie i już wiem kim jest Marta. Jesteś świadoma tego, że ta myśl jest nieprawdopodobna i w ogóle niemożliwa, ale jestem pewna w stu procentach, że to ja jestem Martą. Pytanie tylko brzmi czemu i w jaki sposób znalazłam się tutaj? Czuję, że Adam może pomóc mi odpowiedzieć na to pytanie.

Rozdział 9 – cz.2

198985_laka_ksiazki_liscie_serduszko
Standardowy

Agata leżała na łóżku wpatrzona w laptopa. Kiedy weszłam zamknęła go i popatrzyła na mnie badawczym wzrokiem.
- Co jest? – spytała widząc moją minę. – O co chodzi?
- Była u mnie mama. – urwałam, musiałam zebrać myśli. – Dała mi lit od mojej matki. Tylko nie jestem pewna czy on na pewno jest od mojej matki.
Siostra wyglądała na zdezorientowaną.
- Nie rozumiem. – odezwała się po chwili. – Jak to nie jesteś pewna? Czemu?
- Bo list pochodzi z 1856 roku.
Agata wlepiła we mnie zaskoczone spojrzenie. Poczułam się nieswojo i zaczęłam się wiercić, nie wiedząc co zrobić, a ona po prostu się na mnie patrzyła. Miałam wrażenie jakbym była jakimś niesamowicie zadziwiającym eksponatem muzealnym.
- Agata, żyjesz? – odezwałam się w końcu, by przerwać krępującą ciszę.
- Tak… tak. Przepraszam. – zamilkła, ale po chwili zaczęła mówić dalej. – Po prostu nie rozumiem tego wszystkiego. Jak to możliwe, że twoja matka napisała list, który pochodzi z 1856 roku. Przecież to jest fizycznie nie możliwe, to jest ponad sto pięćdziesiąt lat różnicy! Opowiedz mi co tam było, proszę.
Siostra gadała jak najęta, a ja miałam tylko coraz większy mętlik w głowie. Z westchnieniem opadłam na łóżko i podałam jej kopertę.
- Masz, obejrzyj. – rzuciłam i położyłam się na materacu.
Po pięciu minutach Agata odłożyła wszystkie kartki, które przejrzała chyba z milion razy i popatrzyła na mnie.
- Nic z tego nie rozumiem. – oświadczyła. – To wszystko brzmi bez sensu. Skoro wiedziała, że będziesz miała wizje to czemu nie napisała ci po prostu o co chodzi? I skąd tu się wzięło to cholerne zdjęcie.
Patrzyłyśmy na siebie poirytowane, że nie wiemy o co w tym wszystkim chodzi. Po chwili podniosłam się z łóżka i przyjrzałam się listowi najdokładniej jak mogłam. Nagle zauważyłam, że kilka liter jest delikatnie pogrubionych. Te litery układały się w jedno słowo, a dokładniej imię: „Adam”.
Poczułam jak po plecach przechodzi mi zimny dreszcz, a z twarzy odpływa cała krew. Siostra popatrzyła na mnie uważnie.
- Co jest? – spytała zaniepokojona.
- Patrz. – pokazałam jej pogubione literki.
- Adam. – przeczytała i zbladła tak samo jak ja. Ten Adam?
- A znasz jakiegoś innego? – poczułam nagłe podniecenie. – To na przecież sens. Mówił mi, że na tym zdjęciu jest jego przodek, z którym związana jest jakaś dziwna historia miłosna. Muszę z nim koniecznie porozmawiać. Jutro do mnie przyjdzie, spróbuję coś z niego wyciągnąć.
Czułam, że w końcu coś zaczyna mieć sens.
- Może i masz rację. – patrzyła na mnie badawczo. – Mam nadzieję, że w czymś ta rozmowa pomoże.
- Ja też. – odparłam szczerze.
- Jak noga? – spytała Agata.
- W porządku. Jestem bardzo zmęczona za to. Muszę się już chyba położyć, wybacz. – wstałam powoli z łóżka siostry.
- Rozumiem cię w zupełności. Powinnaś się przespać. – uśmiechnęła się i podała mi kopertę.
Powoli pokuśtykałam do drzwi, a potem wolno przeszłam przez korytarz do swojego pokoju. Tam usiadłam do biurka i wyciągnęłam mój zeszyt i otworzyłam na pytaniach. Przejrzałam listę i dopisałam parę odpowiedzi i pytań. Teraz lista wyglądała tak:
„Skąd wzięłam się w lesie jako niemowlak?
Zostawiła mnie matka

Czy mój pierwszy sen ma jakiś związek z przeszłością?

Kto zostawił mnie w lesie?
Mama

Dlaczego moi prawdziwi rodzice mnie porzucili?
Nie mogli dać mi bezpieczeństwa

Kim był chłopak z pierwszego snu?

Dlaczego czułam do tego chłopaka tak silne przyciąganie?

Kim była kobieta z kolejnego snu?
Marta

Czemu była do mnie taka podobna?
To była moja mama

Czemu czułam tak straszliwy smutek w tym śnie?

Skąd znam Adama?

Czemu chłopak z fotografii wygląda jak Adam?
Rodzina Padlewskich, jego przodek

Czemu Adam tak mnie do siebie przyciąga?

Kim jest Marta Sikorówka?
Moją matką

Skąd kojarzę to nazwisko?
To moje rodowe nazwisko

Kim była dziewczyna z portretu?
Martą

Kim był chłopka z mojej wizji?

Czemu tak nagle straciłam przytomność?
Doznałam wizji przewidzianych przez Martę

Dlaczego potem byłam taka osłabiona?

Czemu czuję, że tu nie pasuję?

Skąd wzięło się to ogromne szczęście w wizji?

Czemu nigdy nie czułam nic do nikogo?

Czemu mam wizje?
W ten sposób odkrywam swoje pochodzenie

Czy zwariowałam?
Nie
Czy kobieta z mojego snu była matką Marty?
Nie, Marta jest moją matką
Czy pola, które widziałam w wizji były tymi samymi co w dzienniku Marty?

O jakim niebezpieczeństwie mówili ci ludzie i dziewczyna?
Co łączy mnie z Martą?
Jest moją matką

Dlaczego narysowałam bezwiednie twarz Adama?

„Kto jeszcze znajdował się na fotografii?”
Kobieta z blond lokami

Czemu Marta napisała list w 1856r?

Skąd wiedziała, że doznam wizji?”

Poczułam pewną ulgę na myśl, że w końcu zdobyłam trochę odpowiedzi, choć dalej między pytaniami, w niektórych miejscach świeciły luki. Czułam, że teraz wszystko może się jakoś ułożyć.
Zamknęłam zeszyt i schowałam go do biurka razem z kopertą otrzymaną od mamy. Wstałam, zapaliłam lampkę i podeszła do włącznika światła. Wyłączyłam je i położyłam się na łóżku. Przez chwilę wpatrywałam się we wzorki na suficie, a następnie wzięłam do ręki telefon. Serce mi się ścisnęło, gdy zobaczyłam na wyświetlaczu, że dostałam SMS-a. Miałam nadzieję, że dostałam go od Adama. Gdy odblokowałam ekran okazało się, że się nie myliłam. Odczytałam wiadomość, w której było napisane, że czeka na jutrzejsze popołudnie, odpisałam szybko, że ja również, a potem nastawiłam budzik na jedenastą. Potem odłożyłam telefon i położyłam się na poduszce.
Przez kilka minut przewracałam się z boku na bok, by po chwili zapaść w kolejny dziwaczny sen, który miał ukazać mi jakąś cześć mojej historii.

Witajcie po dość długiej nieobecności. Przepraszam, że tyle mnie nie było, ale weny mi zbrakło troszke no i czasu oczywiście :P Ale już jestem i mam nadzieję, że fragment się wam podoba :D Piszcie w komentarzach co myślicie ;) Buziaki ;*

Rozdział 9 – cz.1

pobrane
Standardowy

19 września 1956r. Płock
Skoro to czytasz to znaczy, że potrzebuje Twojej pomocy. Nie wiem kim jesteś, ale przypuszczam, że dobrym człowiekiem. Niestety nie mogę powiedzieć kim jestem ani nic innego o swojej osobie, wybacz. Mam jednak do Ciebie ogromną prośbę – zaopiekuj się Antoniną. Tak, Antonina to to dziecko które trzymasz na rękach. Wiem, że to wszystko brzmi niedorzecznie, ale to dla mnie ogromnie ważne, by była bezpieczna.
Mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę. Jeśli zdecydujesz się pomóc mi i zaopiekować się nią to chcę Cię prosić, byś nie zdradził nigdy jej kim jest i skąd się wzięła w Twojej rodzinie. Powiedz jej dopiero wtedy gdy sama przyjdzie i zapyta. Nie może to być jednak pytanie dziecka, musi być ona świadoma tego co mówi i co robi. Musi być świadoma swoich wyborów. Wiem, że to o co proszę nie jest proste ani przyjemne, ale ogromnie mi na tym zależy. Antonina potrzebuje opieki i miłości. Potrzebuje wsparcia. Będzie go potrzebowała gdy urośnie. Mam nadzieję, że wysłuchasz mojej prośby i weźmiesz ją do siebie.
Cóż jeszcze mogę Ci powiedzieć. Chyba nic więcej nie mam do powiedzenia. Tylko to, że pragnę bezpieczeństwa i szczęścia Antoniny ponad wszystko inne. Sama nie mogę jej dać ani jednego ani drugiego. Wiem, że nie powinnam jej zostawiać w takim miejscu, ale to nie było zależne ode mnie. Nie mogłam postąpić inaczej.

Marta
PS W kopercie znajduje się jeszcze parę rzeczy. Akt urodzenia, fragment zdjęcia oraz list do Antoniny. Gdy uznasz, że jest gotowa na to, by poznać prawdę wręcz jej tą kopertę z całą zawartością. To dla mnie ogromnie ważne. Jeszcze raz dziękuję Ci za wszystko.

Poczułam jak cierpnie mi całe ciało. Marta była moją matką? Czy to była ta sama Marta, o której śniłam? Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, w mojej głowie panowała pustka.
Wzięłam do ręki kolejną kartkę i rozłożyłam ją. Był to akt mojego urodzenia. Data głosiła 5 lipca 1998 rok. Spojrzałam jeszcze raz, by się upewnić co do daty zapisanej na górze. Nie wydawało mi się, na liście znajdował się rok 1856. Marta, więc nie mogła być moją matką. Nic tu nie miało sensu, skąd w 2016 roku wziął się list z 1856 i w dodatku był w tak dobrym stanie. Nic z tego nie rozumiałam.
Nagle do mojej głowy wkroczyła myśl, że pozostała mi jeszcze jedna kartka. Chwyciłam ją i rozłożyłam. Tekst zapisany był tym samym pismem. Widać było ten sam pośpiech. Przygotowałam się psychicznie na to co może się tam znajdować i rozpoczęłam lekturę.

Antonino,
wiem, że to wszystko może wydawać się dziwne. Skoro to czytasz to znaczy, że poznałaś już prawdę o swoim pochodzeniu. No dobrze, może nie poznałaś, ale wiesz o sobie coś co jak przypuszczam zawsze Cię nurtowało. Pewnie jesteś na mnie zła za to co zrobiłam, ale było to dla Twojego dobra.
Przypuszczam również, że skoro dowiedziałaś się już prawdy to w Twojej głowie zaczęły pojawiać się wizje i obrazy pochodzące nie wiadomo skąd. Jestem pewna, że jest to bardzo ciężkie do zniesienia, ale obiecuję Ci, że nie stanie Ci się od tego nic złego. Wytrzymaj jeszcze trochę, te wizje doprowadzą Cię do prawdy. Do prawdy, której na pewno się nie spodziewasz. Dzięki nim dotrzesz do celu, który wyznaczyło Ci życie.
Życzę Ci jak najlepiej, mam nadzieję, że o tym wiesz. Wierzę, że poradzisz sobie z tym wszystkim.
Marta

W odwrotności do tego co działo się kilka chwil wcześniej teraz w mojej głowie szalały tysiące myśli. Skąd ta kobieta wiedziała o snach? Czemu nazwała je wizjami? Czułam się bardziej zagubiona niż jeszcze parę minut temu.
Spojrzałam na list i przeczytałam go jeszcze raz, a potem kolejny. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Z tych listów dowiedziałam się tylko dwóch rzeczy. Pierwsza – nie zwariowałam. Druga – Marta istniała naprawdę.
- Muszę ją odnaleźć. – szepnęłam sama do siebie.
Spojrzałam jeszcze raz na listy. Teraz pismo wydawało mi się bardzo podobne do mojego. Styl pisania także był podobny, podobnie ubierane zdania, czasami lekkie gubienie wątku i wracanie do niego po chwili. Może naprawę listy napisała moja biologiczna matka. Przyjrzałam się aktowi urodzenia. Chciałam tam znaleźć jakieś informacje o tym kim może być kobieta, która zostawiła mnie w lesie z nadzieją, że z dala od niej będzie mi lepiej. Niestety na dokumencie nie było żadnych użytecznych danych. Nie było tam nawet jej nazwiska.
Zastanowiłam się chwilę. Marta napisała, że wizje same doprowadzą mnie do wszystkich odpowiedzi. Musiałam więc tylko zaczekać, aż się skończą.
Poczułam dreszcz na plecach. A jeśli nie skończą się nigdy? Jeśli tak naprawdę będę je śniła do końca życia i nic z tego nie wyniknie? Nie mogłam na to pozwolić, musiałam kontynuować poszukiwania.
Z zamyślenia wyrwał mnie sygnał wiadomości. Wzięłam do ręki telefon leżący obok mnie i odblokowałam go, a następnie odczytałam wiadomość, w której Adam pytał mnie, o której ma się zjawić. Odpowiedziałam mu, żeby przyszedł, gdy będzie miał czas i ze koniecznie muszę z nim porozmawiać jak do mnie wpadnie. Odpowiedź nadeszło prawie od razu: „Dobra, będę jutro o 15”.
Uśmiechnęłam się do siebie i pozwoliłam moim myślom popłynąć do jego uśmiechu i tego jak bardzo coś mnie do niego ciągnęło. Chciałam choć przez chwilę poczuć się jak zwyczajna nastolatka, która nie ma dziwnych wizji i tajemniczej przeszłości. Oczywiście nawet to nie pomogło. Serce podpowiadało mi, że Adam też jest w to wszystko zamieszany.
Westchnęłam i wstałam z łóżka, a następnie pokuśtykałam do drzwi. Zgasiłam światło i wolnym krokiem skierowałam się do pokoju siostry. Gdy chciałam zapukać na korytarz jednak wypadł Kamil, minął mnie i ruszył w kierunku łazienki. Już myślałam, że tym razem obejdzie się bez konfrontacji z bratem, jednak się pomyliłam, Kamil nie przepuściłby okazji, by mi dokuczyć. Stanął więc przed łazienką z ręką na klamce i oświadczył:
- Słyszałem, że złamałaś nogę. – na twarz wypełzł mu kpiący uśmieszek. – Szkoda, że tylko to.
Już chciałam coś odpowiedzieć, jednak brat otworzył drzwi do łazienki i zatrzasnął je za sobą pozostawiając mnie na korytarzu samą ze swoimi myślami i łzami napływającymi znów do oczu. Co takiego mu zrobiłam, że tak mnie nienawidził? Postanowiłam, że dziś nie będę się nad tym zastanawiać. Wzięłam więc głęboki oddech by się uspokoić, a następnie zapukałam do pokoju siostry po czym wkroczyłam do środka.

Hej! Mam nadzieję, że się wam podobało. Koniecznie dajcie mi znać jaka jest wasza opinia na temat tego fragmentu. Postaram się wrzucić następny jak najszybciej :3 Buziaki ;*

Rozdział 8 – cz. 4

15136937-libri-antichi-aperto-su-un-tavolo-di-legno
Standardowy

Kiedy weszłam do pokoju od razu padłam zmęczona na łóżko. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zerknęłam na wyświetlacz. Dochodziła dwudziesta druga. Postanowiłam więc umyć się i położyć się do łóżka z książką.
Podniosłam się wolno z łóżka i zebrałam rzeczy, których potrzebowałam, a następnie pokuśtykałam do łazienki. Gdy tylko tam dotarłam zrzuciłam z siebie ubrania i wcisnęłam je do kosza na pranie, a potem zaczęłam się zastanawiać jak do choler mogę się umyć. Po chwili namysłu puściłam wodę z prysznica i zmoczyłam włosy pochylając się do przodu i omal nie tracąc przy tym równowagi. Następnie złapałam szampon i umyłam głowę. Potem zawinęłam włosy w ręcznik i zaczęłam dłońmi moczyć skórę i rozprowadzać na niej żel. Na koniec spłukałam go tak samo jak na początku moczyłam skórę i wytarłam się ręcznikiem zdjętym chwilę wcześniej z głowy.
Po tej wycieńczającej i dość dziwacznej procedurze podeszłam wolniutko do umywalki, żeby umyć zęby. Spojrzałam w lustro i zauważyłam, że jestem straszliwie blada. W cichym westchnieniem odkręciłam kurek i zmoczyłam szczoteczkę, po czym zaczęłam myć zęby.
Po wieczornej toalecie wolno dokuśtykałam się do pokoju i położyłam się na łóżku z książką w ręku. Nie zdążyłam przeczytać jednak nawet strony, gdy rozległo się pukanie .
- Tak? – odezwałam się.
- Mogę wejść? – usłyszałam po drugiej stronie drzwi głos mamy.
- Tak, jasne.
Drzwi otworzyły się i weszła do środka. Wyglądała na straszliwie zmęczoną i zaniepokojoną. Jej włosy były w nieładzie, a twarz wykrzywiał niepokój, który był też wypisany w oczach.
- Chciał sprawdzić jak się czujesz. – uśmiechnęła się delikatnie. – Widzę, że jakoś sobie radzisz.
Omiotła spojrzeniem moje mokre włosy i pidżamę.
- Tak. Udało mi się umyć. – odparłam. – Spokojnie, nic mi nie jest.
Mama podeszła bliżej i przysiadła w rogu łóżka. Wydawała się zdenerwowana. Moje myśli zaczęły galopować. Co się stało? O co chodzi? Czemu mama jest taka podenerwowana? Czy zrobiłam coś złego?
Popatrzyłam na nią wyczekująco.
- O co chodzi, mamo? – odezwałam się.
- Właściwie to nieważne. – zobaczyłam w jej oczach wahanie. Zaczęła się podnosić.
- Mamo? – poczułam uścisk w piersi. Coś był nie tak. – O co chodzi?
Opadła z westchnieniem w powrotem na łóżko. Widziałam, że bije się z myślami. Czułam coraz większy niepokój. Co takiego strasznego mogła mieć do powiedzenia.
- No dobrze. – westchnęła w końcu. – Pamiętasz naszą rozmowę o tym skąd się tu wzięłaś, że tak to ujmę?
Kiwnęłam lekko głową i poczułam jak cała tężeje. Czyżby mama wiedziała coś i przede mną to ukrywała?
- Jest coś jeszcze. – urwała i zaczęła grzebać w kieszeni spodni, które miała na sobie. – Proszę.
Podała mi lekko pożółkłą kopertę. Była ona na górze rozdarta, a w środku było widać kawałek kartki, na której widniało piękne pismo. Widać jednak, że nadawca bardzo się spieszył pisząc ten list. Zabrałam się za wyjmowanie kartek, ale mama powstrzymała mnie ruchem ręki. Zmarszczyłam brwi.
- O co chodzi? – spytałam lekko zdenerwowana.
- Zanim to przeczytasz, chcę ci powiedzieć co to takiego. – usiadła wygodniej i zaczęła mówić dalej. – Kiedy znaleźliśmy cie z tatą byłaś ubrana w białe, śliczne ubranko. Początkowo przez to nie zauważyłam, że ściskasz coś w rączce. Dopiero gdy puściłaś kopertę, a ona upadła na ziemię zauważyłam jej istnienie. Od razu ją otworzyłam i przeczytałam zawartość. W liście było napisane, że jeśli ktoś go przeczyta to, aby nie mówił dziecku nic na temat tego skąd pochodzi, a raczej gdzie je znaleźliśmy do czasu, gdy samo o to nie zapyta.
Moje serce przyspieszyło. O co w tym wszystkim chodzi? Przestawałam rozumieć już cokolwiek z tego co dzieje się wokół mnie.
Mama kontynuowała opowieść.
- To dlatego tak długo w tatą nic ci nie mówiliśmy. Chcieliśmy spełnić wolę twoich biologicznych rodziców.
Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy i spostrzegłam, że mama też płacze. Nachyliłam się więc w jej kierunku i mocno ją przytuliłam, a ona odpowiedziała tym samym.
- Przepraszam cię, że nic nie powiedzieliśmy. Mam nadzieję, że nam to kiedyś wybaczysz.
Zaczerpnęłam powietrza, żeby otrzeźwić trochę umysł.
- Nie mam do was o to żalu, mamo. – urwałam i zebrała trochę myśli. – Po prostu jest to ciężkie do ogarnięcia, ale nie gniewam się na was, że powiedzieliście mi dopiero teraz.
Uśmiechnęłam się do niej, a ona odpowiedziała tym samym. Widziałam jak w jej oczach strach zastępuje ulga.
- Dziękuję, że to powiedziałaś. – szepnęła i wstała. – Zostawię cię teraz, żebyś mogła na spokojnie przeczytać list.
Kiedy mama wyszła z pokoju odłożyłam książkę i wyjęłam list z koperty. Na kołdrę spadło kilka kartek papieru, w tym kawałek zdjęcia. Podniosłam je i przyjrzałam się dokładniej. Po plecach przeszedł mi dreszcz. Odłożyłam wszystko na bok i wstałam po gazetę, która leżała na biurku, a następnie wróciłam do łóżka. Dziewczyna na zdjęciu, które trzymałam w ręku idealnie pasowała do opisu, który podał mi Adam. Teraz już wiedziałam, gdzie zaginął drugi fragment zdjęcia z muzeum.
Popatrzyłam dokładniej na fotografię i zmroziło mi krew. Zdjęcie przedstawiało dziewczynę z moich snów, a co za tym idzie dziewczynę identyczną jak ja. „Może to moja krewna?” – przeszło mi przez myśl.
Poczułam się straszliwie zagubiona. Skąd znalazłam się w tym cholernym lesie i dlaczego jako malutkie dziecko trzymałam w ręku tą kopertę?
Rzuciłam spojrzenie na list i z westchnieniem wzięłam go do ręki. Popatrzyłam chwilę na niego. Pismo było piękne, trochę podobne do mojego. Widać było pośpiech ukryty w sposobie w jaki nadawca pisał słowa. Zerknęłam na datę napisaną w lewym górnym rogu: „19 września 1856r.” głosiła data. Westchnęłam jeszcze raz i zabrałam się z ogromnym niepokojem do czytania listu.

Witajcie! Mam nadzieję, że fragment przypadł wam do gustu. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach co myślicie! :3
Chce was też zaprosić do odwiedzenia mojego kanału na YT https://www.youtube.com/channel/UCYj-Ue8kq-QGAccX68-a36g i pooglądania (ew.skomentowania) moich filmików książkowych :D
Buziaki i do zobaczenia wkrótce ;*