Rozdział 11 – cz.1

Standardowy

Upłynęły trzy tygodnie. Przez ten czas w mojej głowie nie zrodziła się żadna nowa wizja. Tak samo było z Adamem. Oboje zaczęliśmy się zastanawiać co się dzieje. Sytuacja niby była w końcu normalna, ale była także niezwykle irytująca. Oboje bardzo chcieliśmy dowiedzieć się o co chodzi, a przez ten zastój nie mogliśmy dowiedzieć się niczego nowego.
- Możesz chodzić? – w moje myśli wdarł się głos lekarza.
- Słucham? – zapytałam zdezorientowana. Wstałam i spróbowałam przejść kawałek. – Tak, wszystko jest w porządku.
- Tak myślałem. – odparł lekarz wyjątkowo znudzony tym co się dzieje. W końcu to nie było dla niego takie nadzwyczajne jak dla mnie. – Noga się już zrosła. Uważaj na nią i wszystko będzie dobrze.
Wzięłam swoje rzeczy i podeszłam do drzwi.
- Czy to wszystko? – spytałam w razie czego odwracając się do rozmówcy.
Lekarz siedział już przy biurku i wypisywał jakieś papiery, jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności w gabinecie. Wydawało się, że nawet nie usłyszał tego, że coś powiedziałam. Odwróciłam się i już miałam wyjść, gdy usłyszałam jak otwiera usta.
- Tak, może pani już iść.
Z cichym westchnieniem wyszłam na korytarz, gdzie czekała na mnie mama.
- I jak noga? -spytała zatroskana. – Co powiedział lekarz?
Streściłam mamie pokrótce co powiedział i mężczyzna, a mama szła obok i słuchała tego co do niej mówiłam. Nie przerwała mi ani razu. Obie byłyśmy już zmęczone co tygodniowymi kontrolami mojej nogi. Byłyśmy zadowolone, że ten rozdział mogłyśmy zamknąć.
Szybko wsiadłyśmy do samochodu i skierowałyśmy się w stronę domu. Gdy mknęłyśmy ulicami zerknęłam na godzinę. Dochodziła siedemnasta. Adam za chwilę miał skończyć pracę.
- Mamo, chcesz mnie podrzucić pod pracę Adama? – spytałam mając nadzieję, że się zgodzi. – Zrobię mu niespodzinakę.
- Jasne. – uśmiechnęła się do mnie, a ja odpowiedziałam jej tym samym. – Nie ma problemu.
Mama podrzuciła mnie pod restaurację, w której pracował Adam i pomachała mi odjeżdżając. Gdy odjechała ruszyłam w stronę jego pracy. Z racji, że lato się już skończyło nie usiadłam jednak na dworze tylko weszłam do środka i usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku. Nie zdążyłam nawet wyciągnąć książki z torby, a przede mną stała już jaśminowa herbata i kilka herbatników.
- Cześć. – odezwał się Adam. – Nie spodziewałem się tu ciebie dzisiaj. Zdjęłaś gips.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko i poczułam jak przyspiesza mi puls. Działo się tak zawsze, gdy był w pobliżu.
- Tak. Wracam właśnie ze szpitala. – odparła. – Wracaj do pracy, bo cię wyrzucą.
- Już idę, skarbie. Niedługo skończę. – chłopak dał mi buziaka w policzek i poszedł pracować dalej.
Gdy pół godziny później Adam wychodzi z zaplecza w swoich normalnych ubraniach razem kierujemy się do wyjścia. W momencie, gdy przekraczamy próg restauracji chłopak bierze mnie na ręce i zaczyna biec w stronę najbliższej ławki. Sadza mnie na niej i spogląda z uwagą na moją twarz.
- Więc jak minął ci dzień beze mnie? – pyta i obserwuje moja twarz.
- Okropnie. – prawie wykrzykuje to słowo. – Strasznie chciałam cię zobaczyć. A tobie?
- Tak samo. – Adam przestaje obserwować moja twarz i skupia uwagę jedynie na moich oczach. – Nie potrafię być daleko od ciebie, wiesz?
Nie ufam w tej chwili swojemu głosowi, dlatego kiwam głowa oznajmiając mu w ten sposób, że wiem co ma na myśli.
- Idziemy na kawę? – pyta Adam po chwili wpatrywania się we mnie.
- Tak. – odpowiadam cicho wciąż nie ufając moim strunom głosowym. Tak własnie działa na mnie ten chłopak, odbiera mi dech w piersiach, gdy jest blisko mnie.
Wstałam z ławki i ramię w ramię, trzymając się za ręce ruszyliśmy wolno w stronę jednej z kawiarni znajdujących się w okolicy. Wybraliśmy pierwszą jaką tylko znaleźliśmy i usiedliśmy w cieniu jednego z parasoli. Co prawda w powietrzu czuć było już jesień, ale zdarzały się dni takie jak te. Dni, w których było tak gorąco, że nie dało się wytrzymać na słońcu.
Spędziliśmy z Adamem przyjemny wieczór rozmawiając o wszystkim i o niczym, a potem wolnym krokiem poszliśmy na autobus, który zawiózł nas do domów.
Gdy tylko weszłam do siebie od razu usiadłam do biurka i zaczęłam się uczyć. Nazajutrz miałam wrócić do szkoły i chciałam być na to przygotowana. Strasznie bałam się niektórych lekcji, takich jak matematyka. Tak więc spędziłam dwie godziny ucząc się na następny dzień mimo tego, że wcale nie musiałam być przygotowana.
Gdy tylko skończyłam zeszłam na dół do kuchni, aby zjeść coś na kolację. Tak zastałam babcię i dziadka siedzących przy stole i pijących herbatę.
- Cześć. – odezwałam się pogodnie i uśmiechnęłam do nich. – Jest jeszcze wrzątek?
- Witaj, Tosiu. – odezwali się oboje.
- Jeszcze chyba coś zostało. – dodała babcia i podniosła się z krzesła. – Chcesz coś zjeść, słońce?
Babcia była zawsze taka pogodna i radosna. Jej nastrój udzielał się wszystkim dookoła, jednak dziś widać było, że coś ją trapi.
- Zrobię sobie kanapki, babciu. – odparłam i otworzyłam lodówkę. – Czy coś się dzieje?
Kątem oka zobaczyłam ukradkowe spojrzenie babci w kierunku dziadka, który niczego nie świadomy wpatrywał się w kuchenne okno.
- Wszystko w porządku. – babcia uśmiechnęła się do mnie wymuszonym uśmiechem. – Spokojnie, Tosiu.
Nie wierzyłam jej, ale nie chciałam naciskać w obecności dziadka, wiedziałam, że to o niego chodzi. Chciałam jej jakoś pomóc, ale nie miałam tak naprawdę żadnej możliwości. Martwiłam się bardzo.
Wyjęłam z lodówki szynkę i ogórka. Pokroiłam go w plasterki. Następnie posmarowałam chleb masłem i ułożyłam na nim wędlinę i warzywa. W tym czasie babcia przygotowała mi herbatę i obie usiadłyśmy do stołu.
- Jutro wracasz do szkoły, prawda? – zagadnął mnie dziadek. – Cieszysz się?
- Jak mam być szczera dziadku to jestem przerażona. – nie żartowałam, na samą myśl o powrocie do szkoły czułam jak zaciska mi się żołądek. – Mam miesięczne zaległości, nie wiem jak mam to wszystko nadrobić.
- Dasz rade. – odezwała się babcia. Spojrzałam na nią jeszcze raz. Miała podkrążone oczy i bladą cerę. Wyglądała jakby nie spała przez wiele nocy. – Jesteś bardzo mądra.
Moje myśli skierowały się w stronę tego jak wyglądała moja rozmówczyni. Ewidentnie coś ja bardzo trapiło. Co działo się z dziadkiem? Myślałam, że wszystko już jest dobrze, ale najwyraźniej się myliłam. Mama czegoś mi nie powiedziała.
- Mam taką nadzieję. – odezwałam się po chwili.
Potem nikt już nic nie mówił. Skończyłam w milczeniu posiłek, podziękowałam i poszłam na górę. Gdy weszłam do swojego pokoju zauważyłam książkę porzuconą rano na łóżku. Ze świadomością, że od jutra nie będę miała możliwości, żeby czytać zbyt wiele usiadłam i zaczęłam czytać.
Około godziny później od lektury oderwał mnie dźwięk SMS-a. Wzięłam do ręki telefon i spostrzegłam, że wiadomość pochodzi od Justyny. Treść SMS-a głosiła: „Przyjdę po ciebie jutro rano. Mam dość chodzenia samotnie do szkoły”. Odpisałam szybko, że będę na nią czekać i wróciłam do lektury. Jednak chwilę później nadeszła kolejna wiadomość od przyjaciółki.”W piątek robimy maraton filmowy u mnie! Zaproś Adama. Weź też Agatę, niech zabierze Krzyśka. Możecie wszyscy u mnie spać”.
Justyna miała ogromny dom z dużą ilością pokoi gościnnych. Bardzo lubiłam tam przychodzić, jej mieszkanie było takie przestronne. Owszem mój dom był ładny, ale jej w porównaniu z tym był przepiękny.
Odpisałam jej szybko, że porozmawiam z zainteresowanymi i wróciłam do lektury, jednak nie mogłam się już wciągnąć w czytaną historię. Położyłam więc z westchnieniem książkę i poszłam się wykąpać.
Wzięłam szybki prysznic i chciałam wrócić do pokoju, gdy nagle poczułam jak zaczyna kręcić mi się w głowie. Wiedziałam co to znaczy. Nadchodziła kolejna wizja. Pierwsza od trzech tygodni.
Chwilę później zamiast stać w łazience, chodziłam w tę i z powrotem po pokoju Marty. Czułam się zdenerwowana i smutna, mama miała za chwilę przyprowadzić mojego kandydata ma męża. Nie chciałam go widzieć, nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, chciała tylko Adama… to znaczy Piotra.
W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i do środka weszła służąca matki.
- Panienki matka już wróciła. – odezwała się bezbarwnym głosem i wyszła z pokoju.
Poczułam jak po plecach przebiega mi lodowaty dreszcz. Nie miałam pojęcia czemu matka tak się spieszy ze wszystkim. Chyba, że już się wszystkiego domyśliła. Byliśmy coraz bliżej, a co za tym idzie byliśmy coraz bardziej narażeni na to, ze moja matka wszystko odkryje.
Ruszyłam wolno za służącą i po chwili dotarłam do biblioteki, w której oczekiwała mnie matka wraz z młodym wysokim mężczyzną.
Był on niezwykle elegancko ubrany, widać jednak było, że nie był on ze zbyt bogatej rodziny. Miał niebieskie oczy i brązowe włosy, a jego nos był tak zakrzywiony, że stanął mi przed oczami obraz jak zawiesza sobie na nim klucze, by ich nie zgubić. Gdy to sobie wyobraziłam nieomal wybuchnęłam śmiechem, na szczęście powstrzymałam się w ostatniej chwili.
Wtedy wizja się rozpłynęła, a ja znalazłam się z powrotem w swojej łazience z cieknąca z nosa stróżką krwi.
Nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Czym prędzej zatamowałam krwawienie i jak najszybciej poszłam do pokoju, aby skontaktować się z Adamem. Musiał się dowiedzieć, że w końcu nadeszła nowa wizja. Miałam przeczucie, że nie tylko mnie ona nawiedziła. Byłam ciekawa co zobaczył mój chłopak.
Moje plany zadzwonienia do niego jednak spełzły na niczym. W pokoju bowiem siedziała Agata i czekając na mnie czytała książkę, którą zostawiłam na łóżku.
- O, jesteś. – odezwała się. – Pisała do ciebie Justyna?
Popatrzyłam na nią nic nie rozumiejąc jednak chwilę później przypomniała mi się wiadomość od przyjaciółki dotycząca wieczoru filmowego.
- Tak, pisała do mnie, a co?
- Nic, napisała też do mnie. – zaczęła mówić siostra. – Wie, że jesteś zestresowana i martwiła się, że wyleci ci z głowy to, żeby mi powiedzieć. Napisałaś o tym już Adamowi?
Pokręciłam głową i wzięłam do ręki telefon, ale zanim cokolwiek zrobiłam odłożyłam go z powrotem na miejsce i spojrzałam poważnie na Agatę.
- Miałam nową wizję. – odezwałam się poważnie.

Przepraszam za to, że tak długo nie pisałam nic, ale klasa maturalna niestety zobowiązuje. Będę dlatego pewnie dość rzadko pisać nowe wpisy, ale mam nadzieję, że pomimo to będziecie do mnie wpadać :)

4 przemyślenia na temat “Rozdział 11 – cz.1

  1. Cześć :)
    Rozumiem. Obowiązki wzywają. Mam jednak nadzieję, że za długo nie każesz nam czekać :P
    Rozdział bardzo mi się podobał :D Ciekawa jestem czy Adam także miał wizję i co chłopak widział. Liczę, że w końcu uda im się odkryć o co chodzi w tych wizjach ;D Fajnie, że Tośka jest szczęśliwa :)
    A jeżeli chodzi o wieczór filmowy, dziewczynie należy się trochę relaksu. Szczególnie, że czeka ją dzień pełen wrażeń po długiej nieobecności w szkole.
    Mam też nadzieję, że z dziadkiem Tosi nie dzieje się nic poważnego.
    Czekam na kolejną!
    Pozdrawiam :* i jak masz ochotę zapraszam do siebie ;)

  2. Rozdział bomba!!! :D
    Jej ciekawe czy Adam też miał wizję…
    Kurcze jestem ciekawa kiedy to wszystko się wyjaśni..i co to będzie tak na prawdę :D
    Cieszę sie że Tosia jest szczęśliwa <3
    Czekam na kolejny!
    Buziaki :***

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>